Odporność na diecie promowanej na czas zarazy



  • WRZĄTEK I CZTERY PARY SKARPET

    Co radzą dziś "eksperci" na wzmocnienie odporności, zwłaszcza na czas epidemii? Odstawienie mięsa. Powinni zobaczyć mnie, jak siedzę teraz przed komputerem i piszę ten tekst w parze ciepłych rajstop i kilku parach skarpet. Moje ręce na szczęście zachowały ciepłotę, ale jako ex-wegetarianka cały czas pracuję nad stopami…
    Jeśli człowiek traci naturalną temperaturę ciała, a na weganizmie stać się to może dużo szybciej niż na diecie wegetariańskiej, jego życie zaczyna przypominać żywot chuchra wypisanego ze szpitala. Może cię przewiać byle wiatr czy przeciąg.

    Jestem dziś w innym miejscu niż rok temu, kiedy siedziałam w swojej wegeteriańskiej bańce, przekonana, że to ze mną jest problem, skoro stosuję najzdrowszą dietę świata i wiecznie choruję. Jesień i zima to był ciągnący się miesiącami stan wyjątkowy. Wychodzić, nie wychodzić? Oto jest pytanie. A jak wychodzić, to w co się ubrać, żeby nie było za cienko, ale żeby się nie spocić jak świnia? Innym ludziom ten dylemat zajmować może kilka minut. Dla mnie to bywała podstawowa strategia, której skutki mogłam odczuwać przez najbliższe tygodnie. Ekwilibrystyka polegała na wybraniu odpowiedniej pary butów, do której zmieści się taki a taki komplet skarpet…
    Wiosna i lato bynajmniej nie oznaczały beztroski z czasów dzieciństwa i wczesnego wegetarianizmu, kiedy organizm nie był jeszcze wyziębiony. Byłam przed trzydziestką, kiedy zaczęłam mieć pierwsze objawy wychłodzenia organizmu. Zawsze się musisz w takiej sytuacji pilnować. Nie rozgrzewa cię żarcie. (tony imbiru i chilli każą ci się spocić, ale na dłuższą metę krążenia nie oszukasz). Nie daje ci ciepła ubranie. Pozostaje wrzątek. I właśnie to zawsze zamawiałam w kawiarniach i restauracjach, ku zdziwieniu wszystkich. Czemu nie kawę? Mój wege system nerwowy nie był w stanie znieść ani kawy, ani herbaty. Czemu nie sok? Bo sok jest zimny, a ja muszę coś ciepłego... No to wrzątek, jeden, drugi, trzeci… Przy moim siedzeniu piętrzyły się puste filiżanki po wrzątku, a ja biegłam do toalety włożyć kolejną parę skarpet, w tak opłakanym stanie był mój układ krążenia. Mimo aktywnego trybu życia. Nie wiedziałam jeszcze, że chodzą po tej Ziemi dwudziestolatkowie, którzy na weganizmie cały dzień potrafią przełazić w butach, tak jest im zimno w stopy. Myślałam, że tylko ja tak mam. Wielu wegetarian czy wegan zamyka się w swojej skorupie przekonanych, że to z nimi jest coś nie tak, bo albo nie otrzymują wsparcia od otoczenia albo spotykają się z niezrozumieniem.

    KOLEJNE ETAPY SPADKU ODPORNOŚCI

    Jak to się wszystko zaczyna? U mnie zanim doszło do wychłodzenia, spadek wydolności organizmu zaczął się banalnie. Od zmęczenia. Rok za rokiem ubywało mi sił i myślałam sobie zaraz, przecież to nie ten wiek. I czułam wstyd, bo powinnam góry przenosić, a nie podnosić się z jednego przeziębienia za drugim. Kiedy szukanie dla siebie pomocy, nie daje skutku, twoje poczucie własnej wartości pikuje w dół z prędkością światła. Bo wszyscy nadążają w tym codziennym wyścigu obowiązków, pracy i odpoczynku, a ty nawet ze snem nie potrafisz się wyrobić.
    A więc pierwszą rzeczą, jaka dopada przy niedożywieniu, to wyczerpanie. I nie mówię tu o zwyczajnej reakcji ciała po wysiłku. Ale o upokarzającym wycieńczeniu, które trzyma cię od rana i zaciska ci na szyi pętlę, do tego stopnia, że jak szłam zrobić babci zakupy, to donosiłam je z wywieszonym jęzorem i resztę wizyty spędzałam na tapczanie. Zmęczenie kazało mi się w pewnym momencie kłaść. Byle wyjście z domu kosztowało czasem tyle energii, że kończyło się osłabieniem, podłapaniem „czegoś i braniem aspiryny. Skąd miałam wiedzieć, że „to coś” jest w mojej głowie, od dnia, kiedy przestałam jeść mięso?
    Potem dochodzi skłonność do zaziębień, wreszcie uogólnione uczucie zimna. Ani się obejrzysz latem chodzisz w ciuchach, czy butach, które kiedyś były „przejściowe”. Ostatnie lata na wege wstydziłam się przy kimś wychodzić z domu, żeby nie widział mojej ceremonii zakładania skarpet. Na randkach miałam buty na sobie, żeby facet nie zobaczył czterech par skarpet. Na co dzień ta czwarta para była wełniana i gruba… Latem bywało lepiej, ale chłodne letnie wieczory były taką samą zmorą.
    Weganin to taki typ, co często ma coś w zanadrzu, najlepiej bluzę z kapturem jak u mnicha. Sama mam całe mnóstwo bluz, swetrów i kurtek z kapturem… Kiedy wiatr wieje na wegetariańskie uszy, grozi to przeziębieniem. Zresztą kaptur odrywa cię od społeczeństwa, za którym jakoś nie przepadasz. Jako wege raczej wolisz zwierzęta. Ale ciekawe, że kiedy wracasz do jedzenia mięsa, „cudownie” potrafisz przejrzeć na oczy i zaczynasz doceniać rodzaj ludzki. Widzisz, że to, co brałaś za szlachetną i postępową filozofię, może oznaczać psychiczny odchył z niedożywienia. Nie każdy wegetarianin staje się aspołeczny, radykalny, nie każdy ma tak daleko posunięte niedobory. Ale każdy w różnym tempie i stopniu jest narażony na niedożywienie. A ono dla zdrowego organizmu oznacza zjazd po równi pochyłej.
    Na początku nosiłam dwie pary skarpetek. Potem ta druga była już gruba i wełniana. Skończyło się na zestawach nie mieszczących się w kapciach, jakby zdjętych z ciężarnej z obrzękami. Latem, kiedy dochodziło do 30 stopni, słyszałam, że jest upał. Odpowiadałam, że upał to może i jest ale w Hiszpanii. Tak trwało od lat. Przestałam jeść lody. Przestałam pić nie tylko wszystko, co zimne, ale nawet letnie napoje nie były bezpieczne. Ludzie biegali z krótkim rękawkiem, z odsłoniętymi nogami, a ja zawsze musiałam mieć przy sobie bluzę, bo przecież mogę wejść w cień, zawieje wiatr i cała konstrukcja zimno-cieplna, którą budowałam od rana jak piramidę, zawali się i skończy się polopiryną. W środku lata.
    Kiedy na początku kwietnia zeszłego roku, jakiś tydzień, może dwa, po tym jak zaczęłam jeść mięso, spędziłam cały dzień na słońcu, na kocu i chodziłam na bosaka po mchu i sosnowych igłach, nie mogłam się nadziwić. Jak to? To ja jeszcze żyję? Nie ląduję na ziemi z gorączką, szczękając zębami? Niestety, wyziębienie organizmu jest jedną z tych przypadłości, które potrzebują czasu, żeby można było mówić o powrocie do równowagi.

    REGENERACJA PROBLEMÓW Z TERMOREGULACJĄ

    Odwrócenie zaburzeń termoregulacji organizmu człowieka, które przeciąga się na lata, wymaga cierpliwości. Wysycenie organizmu w składniki odżywcze, których przez ponad połowę życia mu brakowało, jest złożone, bo nie ma organu, który by nie domagał się odżywienia. Organizm wie, gdzie procesy naprawcze są najbardziej pilne. I nawet jeśli poczujemy wiatr we włosach i stwierdzimy, że jest on cieplejszy niż kiedyś, pewnego dnia możemy wrócić do punktu wyjścia i z podkulonym ogonem sięgnąć po kilka par skarpet.
    Dodatkowo stres, czy inna dolegliwość potrafi skutecznie wybić człowieka z etapu zdrowienia. Wracają wtedy chociażby kłopoty z jelitami, a razem z nimi problemy z ciepłotą ciała, bo kiedy nie ma zrównoważonego wchłaniania, organizm nie może przyswajać tych wszystkich substancji potrzebnych, żeby wrócić do normy. I wraca sytuacja, kiedy zakładasz więcej skarpet niż wszyscy członkowie rodziny razem wzięci... Trzeba wtedy sobie przypomnieć stopień degeneracji, jaki się osiągnęło na wege, żeby widzieć, że mimo wszystko jest jakaś poprawa.
    Filmy ex-wegan świetnie pokazują, co robi zdesperowany człowiek, kiedy mu marznie tyłek. Jest nawet zdolny do tego, żeby jeść owoce (mają wychładzające działanie) w gorącej wannie. Nie ma nic przeciwko ułożeniu stóp na grzejniku i oparzeniom, czy przypalonym skarpetom.
    Robisz dziesiątki zwariowanych rzeczy, oprócz tego, że ćwiczysz, hartujesz się, pijesz pokrzywę, jesz buraki… Ja odpuściłam sobie tylko zakup termoforu, czując, że to już jednak przesada. I myśląc o ludziach wystawionych wbrew własnej woli na wielkie zimno i głód, na przykład na Sybirze, zdaję sobie sprawę z rozmiarów głupoty i zniewolenia ideologicznego. Ja robiłam to sama sobie. Latami.

    ZASADA DOMINA

    Brak odporności to dla organizmu pułapka, rządzi się bowiem zasadą domina. Podatność na infekcje, ciągłe zmęczenie i wyziębienie stwarzają podatny grunt dla chorób zatok lub górnych dróg oddechowych. Cały organizm podlega osłabieniu, kiedy wiecznie musi toczyć walkę z patogenami. Możesz brać wtedy morze suplementów, ale jeśli nie usuniesz przyczyny, będziesz kręcić się w kółko, jak ja to robiłam.
    Kiedy szłam do kogoś w odwiedziny, albo do gabinetu lekarskiego, pierwszą rzeczą, jaką robiłam było zbadanie, czy nie ma przeciągu. Czasem wystarczało mi uchylone okno, żeby się zaziębić... Bywało, że wychodziłam na bezczelną, bo nie zdążyłam zapytać, czy można zamknąć okno. Czasami nie było na to czasu. Pootwierane na oścież okna dla zdrowego człowieka nie stwarzają zagrożenia. Dla mnie, niedożywionej, były jak pole minowe.
    Czym się wtedy wspomagałam? Działałam po omacku. Duże dawki ziół, witaminy C, witamina D, mogą pomóc, ale tylko kiedy usunie się przyczynę problemu… Bo to jak wrzucanie zapałek do zamrażalnika. Zresztą gdyby witamina C to było wszystko, czego potrzeba organizmowi do zachowania odporności, weganie byliby najbardziej odpornymi ludźmi świata. Niestety organizm ludzki nie polega na prostych rozwiązaniach.

    RYZYKO UPOŚLEDZENIA ODPORNOŚCI - NIE TYLKO U WEGE

    Niedożywienie ma wpływ na niemal każdy z organów w ciele. To z czym mamy nierzadko do czynienia na niedoborowej diecie, to zaburzenia pracy wątroby. Uogólnione niedożywienie skutkuje zaburzoną pracą limfocytów. Ale przy obecnych trendach w dietetyce nie trzeba być wege, żeby mieć problem z odpornością i wyziębieniem. Wystarczy poddać się mitom narosłym wokół cholesterolu – hipotezie wiążącej jego ilość w pożywieniu z chorobami serca i demonizującej tłuszcz nasycony na ponad pół wieku. Autor lipidowej hipotezy, Ancel Keys, odwołał tę nie podpartą żadnymi badaniami kontrolnymi bajkę, ale bezskutecznie. Biznes na przykazaniach nowej diety rozkręcił się w lawinowym tempie.
    Wysycenie organizmu tłuszczem jest podstawą dla przywracania właściwej termoregulacji. Z początku może nie być to łatwe, znaczne zwiększenie ilości tłuszczu w posiłkach, czy przerzucenie się z olejów roślinnych na tłuszcz, jaki ludzie spożywali od milionów lat.
    Jeśli się odchudzasz i wierzysz w to, że tłuszcz nasycony jest zły (wiele tłuszczy odzwierzęcych od masła, przez łój i słoninę oraz olej kokosowy), możesz mieć ten sam problem z zaburzeniami termoregulacji. Jeśli czerpiesz paliwo głównie z węglowodanów, poddając się jeździe cukrowej góra dół, masz prawo nie tylko do hipoglikemii, ale i stanów wyczerpania, problemów z tarczycą (skoki insulinowe), żeby wspomnieć tylko pierwsze z brzegu dolegliwości.

    CZEGO POTRZEBUJE UKŁAD ODPORNOŚCIOWY

    Mitochondria, żeby wydolnie pracować potrzebują kompletu aminokwasów. Mięso czerwone to bogate źródło choćby kreatyny, tryptofanu, lizyny.
    Witamina C jest swojego rodzaju pomocnikiem w naszym organizmie. Potrzebna jest do syntezy kolagenu i glutationu –przeciwutleniacza niezbędnego do walki i prewencji chorób cywilizacyjnych. Niski poziom glutationu łączy chorujących na raka i AIDS. Górę glutationu zapewni nam rosół, wywar na kościach szpikowych to bogactwo minerałów. Dlatego nasze babcie, jak tylko słyszały, że ktoś choruje, leciały po kurczaka, żeby zrobić rosół. Babcie mają rację. Zwłaszcza kiedy dodają nam do takiego wywaru jakieś źródło witaminy C, np. kieszonki.
    CLA, czyli kwas linolowy ma działanie przeciwnowotworowe i wzmacnia naszą odporność. Występuje w wołowinie i nabiale – przy czym jego ilość zależna jest od tego, czy krowy są karmione trawą.
    Witamina A (dobrej jakości wątróbka, masło) i D (karmiona trawą wolowina i wieprzowina – zwłaszcza ich tłuszcz, tran) – w przyswajalnej dla nas formie ma wyłącznie źródła odzwierzęce. Witaminę E można pozyskać ze źródeł roślinnych i odzwierzęcych (wodorosty, oliwa, ryby, orzechy -należy pamiętać o odpowiedniej obróbce, żeby wzmóc przyswajalność). Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach to filary naszego zdrowia. Dlaczego? Dlatego, że od nich zależy wchłanianie innych składników odżywczych, witamin i minerałów. Witamina A jest kimś w rodzaju bramkarza, który zapewnia szczelność naszym komórkom, nie pozwalając na wtargnięcie wirusom. Chroni nie tylko nasz wzrok, ale i drogi oddechowe.
    Witamina D – z kolei przypomina osobistego ochroniarza na wielu polach. Odporność, system nerwowy, układ kostny, serce, stany zapalne, wszystko od niej zależy, łącznie z pracą limfocytów i stanem, kiedy wychodzimy z choroby.
    Witaminy B chronią kompleksowo nasz system nerwowy, bez którego trudno mówić o odporności. B12, ale i B4 nie pozyskujemy z roślin. Udana suplementacja b12 zawsze bazuje na źródłach odzwierzęcych – metylokobalaminie. Brak B4 choliny zaburza pracę wątroby.
    Wegetarianie często cierpią na niedobory tej witaminy niezbędnej dla prawidłowej pracy wątroby, naszego filtra i silnika metabolizmu. Niewydolność wątroby oznacza spadek mocy metabolicznej i jednocześnie osłabienie procesów produkcji białek.
    B6 –bierze udział w tworzeniu przeciwciał. Dostępna jest nie tylko w mięsie, ale tak jest najlepiej przyswajalna przez organizm.
    Poza witaminami potrzebny nam są probiotyki do prawidłowej pracy jelit, żeby to całe dobro móc przyswoić. Dostępne są w dobrej jakości fermentowanym nabiale lub kiszonkach (należy rozróżnić kiszoną kapustę, czy ogórki od kwaszonych, tylko te pierwsze mają prozdrowotne właściwości).
    Makro i mikroelementy niezbędne to:
    Cynk - najwięcej w ostrygach, czy w mięsie, ale nawet tak gęste odżywczo jedzenie nie dostarczy nam go dość. Warto go suplementować, bo wzmacnia odporność, łagodzi już nabyte przeziębienie.
    Magnez - to podstawowy budulec przy wytwarzaniu energii w naszym organizmie. Bez niego słabniemy. Podobnie jak potas niezbędny składnik wszelkich procesów życiowych, ale w przypadku magnezu ta uniwersalność przekłada się na jakość naszego układu odpornościowego. Niedobór może przedłużyć czas choroby.
    Żelazo jest również ważne - ma działanie krwiotwórcze i wzmocnienie odporności na infekcje. ( najlepsze źródła to wołowina, wątróbka)
    Selen znajdziemy w orzechach brazlyisjkich (2 dziennie, wcześniej namoczone) i mięsie.
    Na koniec trzeba wspomnieć o omega 3.
    Przeciwzapalne działanie tych związków jest niezbędne dla prawidłowej pracy organizmu i walki z zagrożeniami. Zwłaszcza jeśli w diecie mamy przewagę omega 6 (oleje roślinne, tłuste mięso od zwierząt karmionych paszami zamiast trawą). EPA i DHA znajdziemy w dobrej jakości tłustych rybach i owocach morza oraz w paście dr. Budwig (organiczny surowy olej lniany zblendowany z chudym twarogiem – tylko w takiej postaci ALA – roślinna forma omega3 konwertuje do EPA i DHA.


  • Patroni

    @Anna Super kompendium. Dzięki Anna. Teraz każdy powinien sobie to wydrukować i powieścić w kuchni a także powinno to wisieć w szkołach i przedszkolach. Oczywiśćie od razu zaczął by sie atak młodych wege-mam ale może po jakimś czasie by dotarło do mózgownicy co trzeba a czego kategorycznie robić nie wolno.

    Żeby nie zaśmiecać wątku dodam tylko dwie rzeczy.
    My dzieciakom przemycamy, ale polecamy każdemu, pyłek przszczeli albo propolis - mają ok 30 aminokwasów, komplet wit z grupy B, minerały i biopierwastki, białka, fitoenzymy i wiele wiele innych składników.
    Regularne spożywanie działa: przeciwwirusowo, prezciwbakteryjnie, przeciwgrzybicznie, immunostymulujące, regeneracyjnie na tkanki, przeciwwysiękowo, ochronnie na wit. C i przedłużające jej działanie. Regulują gospodarkę lipidową, działają psychotonicznie czyli pobudza się procesy myślowe i percepcję.
    Pyłek wspomaga w odbudowie flory bakteryjnej przewodu pokarmowego a także dostarcza sercu paliwa w postaci ATP.
    Pyłek działa antyagregacyjnie na płytki krwi czyli zapobiega ich sklejaniu - na sieci sklejonych płytek krwi może tworzyć sie zakrzep.
    Pomaga w odbudowie śródbłonka naczyń - sitosterole. Śródbłonek produkuje z argininy tlenek azotu, który to rozszerza naczynia krwionośnie i tym samym poprawia się dotlenienie a także poprawia się tzw. rezerwa wysiłkowa.

    Druga sprawa to stres a raczej bardzo ważne, świadome zapobieganie nadmiernemu czy przewlekłemu stresowi.
    Więc kiedy podlegamy przewlekłemu stresowi, kortyzol i adneralina powodują obnizenie limfocytów CD4 i CD8 które to są odpowiedzialne za niszczenie bakterii, wirusów i komórek nowotworowych.

    Dobrze, że wspomniałaś cholesterol. Ponieważ nauka nigdy nie wykazała że jego wysoki poziom jest powodem miażdzycy.
    Moża odwołać się do przypadku Otziego. Kiedy go wykopano i przebadano stwierdzono zaawansowaną miażdzyce, ale odżywiał się bardzo zdrowo i kondycję musiał mieć oczywiście bardzo dobrą. Dietę miał zbilansowaną. Pomimo miażdzycy umarł dopiero ugodzony w tętnicę szyjną w walce z kilkoma przeciwnikami. Pomimo takich faktów jakoś nauka nie ma ochoty przyjąć do wiadomości tych odkryć i wyciągnąć wniosków odnośnie naszego zdrowia, a szkoda.

    Dobre tłuszcze takie jak masło trzeba spożywać regularnie ale moża stosować także zewnętrznie w formie kremów na skórę twarzy. Podobnie jak i kefiry do wewnątrz i na skórę. Działają rewelacyjnie - przeciwbakteryjnie, odrzywczo i regenerująca na tkankę skóry przenikając do jej głębokich warstw.

    Dysharmonia układu odpornościowego poprzez różne czynniki będzie trwać całymi latami i wyjdzie w różnych postaciach chorobowych. Rozregulowaniem ciepłoty ciała także tak jak wspomniała Anna.
    Swoją drogą, zastanawiam się dlaczego (a może są) nie ma wegan w zimnych miejscach na ziemi, jakoś nie chcą wizytować na Syberi czy Alasce, zawsze jeżdzą do ciepłych krajów, zastanawiające.



  • @Anna Dobra. Normalnie jestem niezniszczalny i nie choruje. Nie mowiac o jakichkolwiek dolegliwosciach bolowych. Jak jest kontuzja to po paru dniach sama mija.
    Jednak odkad pamietam od malego gdy bylo zimno czy nawet chlodno na polu to mialem zimne, szorstkie rece a nawet brzydko popekana skore. Mi to nie przeszkadzalo ale brzydko wygladalo i ludzie to czuli jak ich dotykalem (nie myslcie ze tak jak ksiadz ministranta itp.).
    Do dzis a mam 34 lata pomimo mojej wieloletniej ortoreksji dalej jak jest chlodno mam zimne rece. Nie sa tak skasowane jak gdy bylem dzieckiem ale nie sa piekne i sa jak pisalem zimne.
    Myslicie ze mozna to jeszcze naprawic czy moze wynikac to z jakiegos uszkodzenia plodowego czy szczepionkowego i na to juz jest za pozno?
    p.s
    lolo przed wczoraj mialem test na korono i wynik ujemny a dzis przy plakatowaniu w samej bluzie mnie przepizdzilo i zasypalo sniegiem i delikatnie drapie mnie w gardle i podkaszluje 😛 jutro powinno mi przejsc bo zawsze gdy sie cos zaczyna to na nastepny dzien przechodzi. A powtorny test bede mial za 4 dni 😛



  • @robertrobson Dzięki 😃
    Ty też jak coś napiszesz, to w ramkę i na ścianę 🙂 .
    Już teraz się zastanawiam, gdzie ja teraz ten pyłek dostanę, haha.

    I fajnie że wspominasz o stresie. Takich szczegółów nie wiedziałam, jak obniżenie konkretnych limfocytów. Bo zawsze się myśli o zalewie kortyzolu, a on po prostu odcina możliwość obrony organizmu.



  • @adrian1111 Każdy organizm jest inny.
    Piszesz, że pomimo ortoreksji masz zimne ręce. No nie wiem, zależy na czym ta ortoreksja polega(ła) 🙂 Czy jesz wystarczającą ilość tłuszczu. Grunt że nie byłeś wege 😃


  • Patroni

    @adrian1111 Zimne dłonie czy stopy to na pierwszy ogień idą problemy krążeniowe. Ale to takie lekkie przypuszczenie bo ogólnie piszesz, że ze zdrowiem ogólnie jest ok.
    Nie piszesz czy coś próbowałeś robić na te szorstkie dłonie. Ja na początek wypróbował bym Avilin (maść Szostakowskiego) niewiele kosztuje a swoje zrobi.
    A jak to może być przyczyna? Trzeba popróbować kilka metod może wyjdzie na co dłonie reagują.
    Ostatnio remontujemy dom i przypie..... łem sobie w palec. Od razu krwiak palec nabity krwią aż cały twardy. Trzy razy dziennie smarowałem Aviliniem naprzemiennie z wyciągiem z żywokostu. Krwiak wchłonął się w drugiej dobie i nawet paznokieć nie zszedł, aż w szoku jestem.



  • @robertrobson Szybka odpowiedz bo ide biegac zaraz w koncu pierwszy raz od wielu dni a potem latam po sklepach i moze nakrece film z cytatami (calymi stronami) z Folwarku Zwierzecego 🙂
    Ortoreksja to ponad kostka smalcu dziennie, zero chemii, mieso niestety z ssupermarketu ale podroby, surowe zoltka tez z supermarketu a wegle by nie byc w ketozie bo aceton (chociaz teraz nie mam stycznosci z ludzmi to robie se ketoze) to owoce max 50g dziennie.
    To tak bardzo ogolnie napisalem. Rece mam brzydkie tylko przy zimnie chociaz nawet w tej chwili po zimnym prysznicu nie sa zachwycajace. Patrz zdjecie ponizej....1585726727220-1642759115.jpg



  • @adrian1111 Kostka smalcu... No... to wygrałeś zawody 🙂
    Czekam na film z cytatami z Orwella.

    Z rękoma zgadzam się z Robertem - krążenie. Było też coś takiego jak zespół Reynauda, poczytaj o tym. Próbowałeś naprzemiennych pryszniców? Jest też założony wątek na forum o Wimie Hofie jak coś.



  • @Anna Ja z produktów pszczelich na pierwszym miejscu stawiam pierzgę. To mieszanka pyłku, pszczelej śliny i miodu po fermentacji mlekowej, taka pszczela kiszonka. W smaku trochę kwaśne ale zdrowe.



  • @bvnor Wow, zawsze się czegoś ciekawego dowiem. Pierwsze słyszę, pierzga... 🙂 Gdzie to kupujesz?





  • @Anna Od pszczelarzy. To boski pokarm, pszczoły tym karmią królową matkę. Drogi, słoiczek 100% pierzgi kosztuje około 150 Pln, kilogram 400-500 Pln.



  • @bvnor Królowa Matka to ma dobrze 🙂



  • @Anna Musi takie pożywienie dostawać żeby bardzo długo żyła, w tym tajemnica. Zwykłe pszczoły umierają młodo.



  • @adrian1111 Smalec jest dobry nawet ten kostkowy robiony ciśnieniowo ale niech żyje różnorodność. Ja zalewam się tłuszczem na różne sposoby. Smalec własnoręcznie topiony, masło, śmietana 36 %, łój wołowy nerkowy, boczek, golonki, tłusty szponder wołowy, tłusty rosół no i król królów, szpik wołowy. 😊



  • @bvnor Mam osobny temat do napisania i mam juz napisane 4 strony A4 na pendrive ale teraz nie czas na proby zrzucania tego na telefon i umieszczania tu.
    Chociaz w zwiazku z tym mam jedno pytanie.
    Czy dodatek do diety ktora nie powoduje ZADNYCH szkod masy przeciwutleniaczy sprawi ze bedzie jeszcze lepsza? Czy moze w ogoke nie odczuje roznicy?
    Codziennie pije mianowicie po 3 lyzeczki kwasu askorbinowego, msm oraz do tlustej zupy dodaje mieszanke ziol oraz kurkumy/pieprzu/imbiru/chilli.



  • @adrian1111 styknalem sie ze kurkuma to wcale taka zdrowa nie jest, ale nie pamietam zrodla tego. Co do acetonu w ketozie to jest jezeli chodzi o zapach to tylko pierwsze tygodnie jak nie da konca wykorzystuje sie ketony z tego co mi wiadomo 🙂



  • @damian123497 Spoko. Do 13ego moze przebede przez okres adaptacji jak do tego bede intensywnie cwiczyl.
    Pomijajac jednak kurkume to czy zalewanie sie np. kwasem askorbinowym sprawi ze beda lepsze efekty?



  • @adrian1111 Niestety nie mam pojecia, zbyt malo wiem na ten temat, ja nie biore niczego, watrobke wciagam raz na tydzien i jest ok:)



  • @damian123497 napisał w Odporność na diecie promowanej na czas zarazy:

    @adrian1111 styknalem sie ze kurkuma to wcale taka zdrowa nie jest, ale nie pamietam zrodla tego.

    Słyszałam, że w Bangladeszu nie mają raka, bo we wszystko to pakują. Ale to może być słynna korelacja, who knows.
    Może sv3rige wyśmiewał kurkumę? Też nie ma co tak demonizować każde zielsko. Warto wiedzieć o tych antyodżywczych substancjach i jak optymalnie wyzyskać te, które nam pomagają.

    Ja wątróbkę jem dużo częściej, ale to po latach wege...


Log in to reply
 

Użytkownicy Online

Kategorie

  • Forumowo

    Sprawy dotyczące forum, propozycje, skargi i zażalenia

  • OFFTOPIC

    Czyli wszystko co nie pasuje do innych kategorii