Posty, głodówki, marchwiówki...



  • Cześć Wszystkim,
    znowu mam takie przemyślenie odnośnie postów i głodówek. Uważam,że te selerowo-sokowe wariacje to nawet i nie lekka przesada, tak samo, jak te akcje typu "22 dni na wodzie u Laurenta Lockmanna (?) celem wyleczenia się (z kasy)". Z drugiej strony kiedy np jest sie chorym (tak w modnych klimatach nowego wirusa, albo i nie), apetyt słabnie. Przy problemach z żołądkiem często postanawiamy się przegłodzić, żeby przeszło -wiadomo, że zazwyczaj je się wtedy trochę ryżu, jakieś jaj na miękko, gotowane mięsa itp. ale też raczej mało. Kiedyś się strułam, to pierwsze co mi lekarka poleciła post, nawet , gdybym cały dzień miała nie jeść (gdyby apetyt nie dopisywał). Wiadomo, to rozwiązanie na 1-2 dni , a nie na dwa miesiące, ale takie przerwy w futrowaniu są czasami raczej wskazane. A co Wy myślicie na ten temat? Jakieś doświadczenia?



  • Myślę, że coś w tym jest, że w trakcie choroby organizm wyłącza apetyt. Śmiało można czytać to jako sposób, w jaki nasz organizm próbuje radzić sobie z tą chorobą - według mnie - w tej sytuacji nie warto pchać w siebie jedzenia na siłę; samo jego trawienie, jak wiemy, jest również wydatkiem energetycznym, w dodatku nie wiadomo, czy część z substratów przeznaczonych "do walki" nie szla by na radzenie sobie z żarciem.

    Świadectwa osób które twierdziły, że po długotrwałych głodówkach czuły się lepiej są mi znane, sama zaś - zgodnie z aktualnym stanem swojej wiedzy - nie zalecałabym ich jednak jako sposób na życie (poza jakimiś ekstremalnymi przypadkami i też pod kontrolą fachowca) - za to cykliczną, kilkunastogodzinną głodówkę raz na dobę już tak. Sama stosuję i czuję się lepiej niż z legendarnymi pięcioma posiłkami dziennie.

    • Pamiętam że kiedyś, gdy na śniadanie jadłam kanapki pełnoziarniste pieczywo + wędlina/ser/jajko, potem drugi posiłek podobny w pracy, to potem w okolicach 12-13:00 każdego dnia dosłownie padałam w pracy, tak mi się spać chciało. Walka ze snem była istną torturą - na IF minęło jak ręką odjął (posiłki zaczynam jeść po 13, ale nie od razu; wdrażanie tego systemu zaczynałam od 10:00).

    ...ale to co odpartalają ludzie u Maria jest niepokojące.

    szok.jpg

    Zobaczyłam go przypadkiem po tej głodówce to kurna wyglądał jakby z Dachau wrócił. Zapadnięte oczy, ciemne oczodoły, nieestetycznie kanciaste kości jarzmowe i żuchwy. Czaszka dyndająca w worku z ludzkiej skóry. Czy tak ma wyglądać droga do zdrowia? Ten człowiek pogłębia się w szaleństwie i mówię to bez cienia przesady.



  • Też nie kupuje idei 5 posiłków dziennie, raczej wychodzi mi system 2-3. I tak sobie teraz zliczyłam, że sama zazwyczaj mam tak 14 godzin przerwy miedzy ostatnim posiłkiem wcześniejszego dnia a pierwszym następnego dnia... Historia pani z marchwiogrupy jest przerażający. Zapewne w te 10 dni to głównie woda i to,co siedziało na flakach jej zeszło... Ale i tak mam wrażenie, że to jakaś obsesja - głodowanie, lewatywy.... może to jakiś masochizm?



  • Jeśli chodzi o Maria to nie jestem do końca pewna tej głodówki ponieważ dzisiaj wygląda już prawie normalnie:) Stawiam na tabletki odwadniające typu: furosemid ( były wątpliwości co do tej głódówki więc nie miał wyjścia i zabawił się tak samo jak kulturyści przed zawodami i wyszuszył się "na wiórka").


Log in to reply
 

Użytkownicy Online

Kategorie

  • Forumowo

    Sprawy dotyczące forum, propozycje, skargi i zażalenia

  • OFFTOPIC

    Czyli wszystko co nie pasuje do innych kategorii