• Mam na imię Patrycja. Mam 28 lat.

    Przez dwa lata byłam weganką. Byłam, bo od ponad pół roku już nie jestem. Ocknęłam się z tego snu po obejrzeniu filmików Kasi — Palmy. Któregoś z kolei filmiku, bo moją pierwszą reakcją było - „Co Ona pieprzy?! Chyba ten tłuszcz zalał Jej mózg!”. (sorry @Palma😇) Pewnie standardowa reakcja osób tkwiących w ideologii. Najpierw zaprzeczenie, później jak zaczyna coś dochodzić do głowy, to wypieranie ze świadomości tych informacji i szukanie potwierdzenia, że przecież to JA mam rację. W końcu cały świat mówi, że dieta wegańska jest NAJZDROWSZA.

    Zaczęłam się zastanawiać — OK, ale jaki świat tak twierdzi? Co to jest ten cały świat? Chyba Twoja bańka, którą sobie nadmuchałaś. Cztery ściany Internetu, gdzie nie ma wstępu nikt, kto myśli inaczej.

    Zawsze do mnie docierają tylko argumenty potwierdzone badaniami naukowymi. Dlatego, dopiero ocknęłam się z tego letargu, jak Keksu zaczął wymieniać, jakich składników odżywczych nie ma w roślinach, albo są, ale przez brak odpowiedniego tłuszczu nie ma szans, aby się wchłonęły.

    Przypomniałam sobie lekcje biologii z Liceum. Chodziłam do klasy biologiczno-chemicznej. Pisałam maturę z biologii. Moja mama jest pielęgniarką z 35-Ietnim stażem. Na początku ani rodzice, ani przyjaciele, no nikt nie popierał decyzji przejścia na weganizm. Ale moje wyuczone argumenty ich przekonały i zdanie — Jak coś się będzie dziać z moim zdrowiem, zostawiam furtkę otwartą i wrócę na „stare śmieci”.

    Nadal do mnie nie dochodziły pewne kwestie. I w głowie ciągle wracające informacja, że warzywa są turbozdrowe, a tłuszcz zwierzęcy zatyka żyły.

    Poźniej znalazłam pod którymś z filmików, w komentarzach, link do badań naukowych, że objawy depresji mogą wynikać z diety roślinnej. Usiedliśmy z moim chłopakiem i racjonalnie zaczęliśmy oceniać swój stan zdrowia. Robiliśmy co pół roku badań krwi, które wychodziły dobrze. Jedynie żelazo mieliśmy na bardzo wysokim poziomie i lekko podwyższony poziom białych krwinek, co mogło świadczyć o jakiś stanach zapalnych w organizmie.

    Mojego chłopaka zaczęły boleć stawy, jak tylko wrócił po długiej przerwie (jeszcze na diecie tradycyjnej chodził) na kickboxing. U mnie była ogromna niechęć do sportów, gdzie wcześniej nie mogłam usiedzieć na tyłku. Nawet miałam problem, żeby wyjść z psem na spacer, bo mi się po prostu nie chciało. Dosłownie nic mi się nie chciało robić. Nastrój ciągle spadał, nie chciałam się z nikim spotykać. Z zawsze uśmiechniętej, pełnej życia dziewczyny zrobiło się zombi. Leżałam na kanapie i marudziłam, a jak już wstałam, to miałam pretensje do wszystkich o byle co. Mój chłopak stwierdził, że to była WEGEtacja!

    Później pojawiły się bardziej zauważalne oznaki w postaci krost na twarzy w okolicy żuchwy i na ramionach, zaskórniki, sucha cera i włosy, które przetłuszczały się w trybie ekspresowym. Z grubych, lśniących włosów została mi garstka — tłustych na czubku i suchych na końcach. Wypadały garściami. Gdzie nigdy coś takiego nie miało u mnie miejsca. Włosy były moim atutem.

    Od suplementacji witamin z grupy B miałam okropnie śmierdzący pot. Ciągle było mi zimno. Pamiętam, zeszłe lato chodziłam w spodniach dresowych, skarpetach i siedziałam pod kocem, kiedy za oknem było 30 stopni. I zgadzam się, że pierdzący weganie to nie mit, tylko FAKT! Wiecznie wzdęty brzuch od strączków. I ostatni etap, który trwał trzy miesiące to opuchlizna całego ciała. Wszechobecna woda. Czułam się jak beczka i miałam ochotę odkręcić kran lub nacisnąć magiczny guzik, żeby się pozbyć tej wody. Przytyłam 4 kg, gdzie inni chudną na roślinach. Jestem szczupłą osobą i chudnięcie nie było moim priorytetem.

    Przeszłam na weganizm z powodu etycznych (ideologicznych). Później okazało się, że dania szybko się robi, są proste i dobrze smakują. Od dzieciaka byłam niejadkiem i rodzice musieli wszelkimi sposobami mnie namawiać do jedzenia. Dziś wiem, że polskie „zjedz mięsko, a warzywka zostaw” ma sens. Miałam w życiu zawsze inne priorytety niż jedzenie. Wolałam bawić się z dzieciakami na podwórku, czytać książki i grać w gumę, niż przyjść na obiad. Jedzenie nie specjalnie sprawiało mi przyjemności. Moja mama zawsze powtarzała, że — jem, żeby żyć, nigdy odwrotnie. Ale moja babcia świetnie gotowała. Zawsze swojskie produkty, wiejskie jajka od kurek sąsiadów, warzywa własne z działki, przetwory, dżemy. Piekła ciasta i chlebek na zakwasie. Moja prababcia, która miała gospodarstwo ma 97 lat i ma się świetnie.

    Po decyzji, że rezygnuję z weganizmu, stwierdziłam, że byłam przed dietą zdrowa i chciałam być jeszcze zdrowsza. A wiadomo, jak wyszło. Niestety, ideologia szybko znika, jak zaczyna zdrowie się sypać. Nikt na początku o swoje objawy nie wini diety, bo przecież jem ZDROWO, rośliny to sama natura, a mięso jest złe, zatyka żyły, jest pełne cierpienia i inne pierdolety.

    Śledzę to, co dzieje się na YT i na Instagramie z otwartymi oczami. To, co się wyprawia na kalane AIA, czy innych frutarian, nie jestem w stanie ogarnąć. Nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby ich naśladować.

    Natomiast filozofię Anny Sudoł jestem w stanie racjonalnie ocenić. Anna tak głęboko weszła w weganizm, że nawet jakby chciała się teraz przyznać do tego, że jej zdrowie zdecydowanie podupada, a problemy z przewlekłą chorobą są na tyle poważne, że musi zacząć jeść produkty odzwierzęce, to jej cały biznes by runął. Widziałam, że wiele osób bierze z niej przykład. Nawet dziewczyny, które wydawały mi się bardzo logicznie myślące, które obserwuje na IG. Anna świetnie promuje ruch body positive i czytając jej teksty, mam wrażenie, że jest dumna z tego, że jest otyła. Nie widzi w tym żadnego problemu. Ludzie ją rozpoznają. Klaszczą za to, że się nie wstydzi, że ma odwagę pokazywać się w bikini. Trudno jest pożegnać się z zarabianiem pieniędzy na swoim wizerunku i foodbookach. A czy jej córka cierpi na tym, że nie je tłuszczy zwierzęcych? Czas pokaże...

  • Patroni

    Wow, mocne. Weź to nagraj wersje audio to wrzucę chętnie na kanał


  • Dobrze, że wyszłaś z tego 🙂


  • Gratulacje , ja bede musial powalczyc z corcia swoja , ktora przechodzi na weganizm, dobrze ,ze chociaz jeszcze jajka zje i czasami rybke .


  • Pytanie - o co chodzi z tą Anną Sudoł ? Pobieżnie oglądając jej video wygląda raczej na zdrową osobę - tylko lekko przy kości - ale może taki typ tak ma.


  • Anna Sudoł lekko przy kości? Według mnie jest chorobliwie otyła.(https://www.instagram.com/p/B4PATkDofxv/)

    Anna piszę o swojej chorobie : Obrzęk lipidowy to inaczej syndrom bolącego tłuszczu. Nie bez podstawy tak się nazywa, objęte chorobą miejsca bardzo bolą przy nawet najmniejszym dotyku, bardzo łatwo tworzą się też siniaki.


    Czy da się tę chorobę leczyć? W tym momencie nie ma żadnych oficjalnych metod leczenia. Jest to stosunkowo nowo odkryta dolegliwość, nie jest dobrze zbadana. Najlepszym sposobem radzenia sobie z nią jest noszenie odzieży uciskowej, co niestety jest bardzo uciążliwe. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że pomagają masaże wykonywane przez bardzo doświadczonego fizjoterapeute, który rozmasowuje istniejące zrosty. Najlepiej by masaże odbywały się codziennie przez dłuższy okres i... zgadliście! Są one bardzo bolesne.


    Moja choroba została zdiagnozowana ponad 10 lat temu. Od tej pory poświęcam jej bardzo dużo swojej uwagi, jednak mam świadomość tego, że jest to nieuleczalne. Tak jak moja Babcia i jej siostry, będę całe życie miała duże nogi i ramiona, które dodatkowo puchną bo w końcu wraz z postępem choroby przy obrzęku lipidowym występuje limfatyczny.


    Czy wystarczy się zdrowo odżywiać i ćwiczyć by spalić tę chorą tkankę? Nie. Niestety tej tkanki nie można w żaden sposób spalić ani usunąć inaczej niż operacyjnie. Ale też nie zawsze - Miałam operację na nogi, w trakcie której lekarz powiedział, że w moim przypadku nie da się jej usunąć bo zrosty są zbyt duże.
    Przez lata dzięki masażom udało mi się zdecydowanie zmniejszyć ból. I to dla mnie sukces.

    Ciekawe czy jej córka też taka będzie?


  • @MagiQ Anna Sudoł od dwóch lat choruje na pokrzywkę przewlekłą, która, jak twierdzą lekarze, pojawiła się znikąd. Kiedyś też mówiła, że choruje na lipomedię, czyli obrzęk tłuszczowy nazywana czasem chorobą grubych nóg. Jej efektem są nieproporcjonalnie grube nogi w porównaniu z budową całego ciała. Anna jest podróniczką i wydaje ebooki kulinarne wegańskie. Co więcej, od niedawna, sprzedaje naszyjniki z motywującymi hasłami (coś innego niż tematyka wegańska).

    Głośno było o niej jakoś pół roku temu na YouTubie, że jest otyła nie przez chorobę tylko przez to, co je. Z tego, co pokazuje na Instagramowych relacjach je dużo przetworzonego jedzenia np. z Salad Story (jakeś wrapy) i tak samo karmi swoje dziecko. Dziewczynka jest od urodzenia weganką.


  • Dzięki za informacje. Pewnie trochę po łebkach szukałem informacji o niej a na pewno nie na instagramie ani na FB. Ciekawe na ile weganizm ma wpływ na te dolegliwości.


  • Zdecydowana większość ex-wegańskich świadectw wspomina o dojrzałych powodach tej diety. Zdrowie, etyka, ekologia itp.

    A u mnie nie!
    I uwiera mnie to.

    W wieku 16 lat przeszłam na całkowite bezmięsie - bez grama jakiejkolwiek tkanki zwierzęcej zresztą - czyli dietę wegańską sensu stricto; choć za moich czasów jeszcze nie była tak popularna i egzystowała w otoczeniu jako dieta odchudzająca. Z powodów czysto próżnych: chciałam być wiecznie młoda, piękna, smukła i fit. Kiedy słyszałam głosy uznania, kiedy mimowolnie, niejako przypadkiem, porównywałam się z dziewczynami, czułam się lepsza.
    Żadne tam zwierzęta, żadne kurde środowisko - oczywiście na pewno cieszyłam się, że poza tymi ubrdanymi plusami weganizmu, nie przykładam ręki do cierpienia zwierząt, ale bynajmniej mnie to nie motywowało.

    I tak się trochę zastanawiam, czy naprawdę tylko ja jestem taką egoistką, czy po prostu ludzie wstydzą się do tego przyznać.


  • @Nina Miałam trochę mniej lat, jak odpłynęłam w wegetarianizm, akurat u mnie powodem były zwierzęta, ale...
    Wcześniej zdążyłam zaliczyć zaburzenia odżywiania, bo też chciałam być chuda i chociaż wszyscy uważali mnie za zgrabną i wysportowaną,.
    uważałam, że się nie znają... Nie jedzenie mięsa mogło być jakimś kolejnym etapem jedzeniowej paranoi, buntu rozpisanego przeciwko
    rzeczywistości, która zawsze dla nastolatka jest do dupy i coś trzeba z nią zrobić.

    Myślę, że egoizm różne ma twarze. Czasami dajemy coś z siebie, bo to daje coś nam, jest jakimś plusem w naszym wizerunku.
    Jak to naprawdę było ze mną? Nie wiem. Dla mnie to był najbardziej mroczny czas w życiu - kiedy przeszłam na wege.
    To jest pytanie o prawdę o nas samych. I niech Cię ona, Nina, tak nie uwiera... Bo to, co ludzie mają na afiszach, często nie mówi nic o tym, co siedzi w szafie.
    Tylko oni słyszą klekot ukrytych tam kościotrupów 🙂


  • Ania, dzięki że to powiedziałaś (w dodatku zgrabnie uzupełniłaś moją myśl). Bo tak po latach myślę, że chciałam mieć kontrolę nad swoim życiem i próbowałam okazać to w jakikolwiek sposób. Dieta wydala mi się najłatwiejszym sposobem, przeszłam w to płynnie, spontanicznie wręcz.


  • @Nina To smutne, że ludzie teraz masowo upatrują w diecie sposobu na kontrolę nad swoim życiem.
    Również dorośli...


  • Fajnie, że to wychwyciłaś - właśnie ta kontrola nad swoim życiem...


  • @Nina Myślę, że są osoby, które przechodzą na weganizm z pobudek czysto próżnych, tylko wstyd im to przyznać. Tak samo ludzie boją się powiedzieć, że np. odchudzam się, bo chce wyglądać dobrze, podobać się innym i sobie. Tylko pierwszym zdaniem jest, że robią to dla zdrowia. Jeśli chodzi jeszcze o moje przejście na weganizm, doszłam do wniosku, że podświadomie była to forma zwrócenia na siebie uwagi. Przeszłam na weganizm, bo to coś innego, dzięki temu ludzie będą o mnie mówić. Takie szukanie atencji na siłę. O tym też nikt nie mówi, a myślę, że sporo takich osób. Nawet pisałam blog o weganizmie i wrzucałam na Instagram zdjęcia żarcia. Tak jak @Palma wspomniała w jednym z filmów, że weganie nic więcej nie robią tylko gadają o żarciu i wszystkich okołowegańskich pierdoletach. Potwierdzam. Tak jest.

    Cieszę się, że napisałaś swój powód. 🙂

  • Patroni

    „ Tak jak moja Babcia i jej siostry, będę całe życie miała duże nogi i ramiona, które dodatkowo puchną bo w końcu wraz z postępem choroby przy obrzęku lipidowym występuje limfatyczny.”

    Jezu jaka postawa ofiary. A czy może twoja babcia i siostry rowniez JADŁY to samo badziewie co ty Anno? Geny to żaden wyrok.

    Dostajemy pewne programy adaptacyjne od naszych rodzin. Ale możemy napisać sobie własne. Nasze DNA dosłownie żyje i jego ekspresja zależy od tego jakie środowisko mu stworzymy. Czyli od tego jak dbamy o nasz organizm.

    No niestety przez fanaberie mamusi będzie prawdopodobnie mocno cierpiało dziecko. Czy ta Anna kiedykolwiek robi dziecku badania pełne? Czy sprawdza poziom witamin i minerałów? Zdrowie kości i organów?

    Pewnie nie. Bo weganizm przecież nie może „nie działać”, prawda?


  • @Palma Zgadzam się - uzupełnię tylko twoją wypowiedź tak, jak ja to widzę.

    Postawa ofiary - rzeczywiście, aż krzyczy w takim podejściu.
    Nie wiem, jakie doświadczenie ma za sobą Anna S. - jej content jest absolutnie poza moim zainteresowaniem, stąd nie wiem, czy próbowała; w każdym razie, wg mnie, takie poddańcze stwierdzenie może przyjść do głowy osobie, która ma za sobą niezliczoną ilość prób zakończonych niepowodzeniem.

    Porażki różnie na nas działają.
    Są osoby które jak wańka-wstańka, podnoszą się i idą dalej przez całe życie - ale są i takie, które próbowały przeciwdziałać bez skutku tyle razy, że w końcu mówią sobie p-dolę, nie robię. Skoro tyle razy się nie udało, nic nie pomogło, to nie ma sensu upatrywać ratunku w kolejnym środku, bo i tak nie wyjdzie. Ja już taki jestem, już tak mam.

    Zgodzimy się, że niektórzy z nas już na starcie mają podniesioną poprzeczkę?

    W tym wypadku jest to wygląd, a właściwie - wpływająca na niego, zaburzona fizjologia ciała. Jak urządzenie, które źle działa bo projektant coś przeoczył. I skoro mama i babcia - i prababcia (i praprababcia, i jej wstępni, zstępni i powinowaci, razem z naszym biskupem Janem, naszym papieżem Franciszkiem oraz duchowieństwo i cały lud odkupiony) może nawet tak wyglądały - i widząc to utwierdza się dodatkowo w przekonaniu, że widocznie "taka jej uroda".

    Wg mnie - jak najbardziej! - powinna spróbować jeść wartościowo. Próbuję jedynie zrozumieć jej podejście. Może akceptacja swojego mało atrakcyjnego wyglądu przychodzi jej łatwiej niż zmiana stylu życia, do którego przywykła. Może tak jej wygodniej.

  • Patroni

    @Nina napisał w Moja ex-wegańska historia:

    Zgodzimy się, że niektórzy z nas już na starcie mają podniesioną poprzeczkę?

    Ta jest i tego nie lubię u tych wszystkich Libertarian etc, oni udają że tak nie jest. A jak najbardziej każdy z nas dostał coś innego od życia.

    Natomiast nie lubię tez użalania się nad tym i porównywania do innych bo ZAWSZE naprawdę zawsze jest ktoś kto ma coś czego my pragniemy. Ale to jest nieproduktywne się na tym skupiać i jakaś niesprawiedliwość wykrzykiwać. Życie jest było i będzie niesprawiedliwe bo jesteśmy różni.

    Dlatego lubię oceniać ludzi po tym JAK podchodzą do życia i swoich błędów/doświadczeń.


  • @Palma napisał w Moja ex-wegańska historia:

    Ta jest i tego nie lubię u tych wszystkich Libertarian etc, oni udają że tak nie jest.

    U libertarian, czy liberałów? Pytam serio, bo bardziej mi się to kojarzy z liberałami.
    Z resztą nie tylko. Wiele ideologii wmawia nam że wszyscy jesteśmy równi. Sam dość długo jak młody, już nie mały, ale młody byłem, to cały czas myślałem, że inni nie tylko są tacy sami jak ja, ale i mają podobną wiedzę, no przecież do takich samych szkół chodzą i mieli te same książki do nauki 😄 Tak miałem spaprany umysł. Dopiero jak zacząłem się ludziom przyglądać i ich poznawać to... zonk, nie tylko są ludzie różni ale i nie rozumieją tego o czym im mówię. Dowiedziałem się że moje wyobrażenie innych ludzi a rzeczywistość, to dwie różne sprawy. To trochę taki sam stan jak zwierzę które rozpozna swoje odbicie w lustrze.

  • Patroni

    Czały czas myślę (może głupio, naiwnie) że wiecej nas (ludzi) łaczy niż dzieli ale z tym, że nie wszyscy jesteśmy równi to się zgadza.
    Wzory kulturowe oczywiście wdrukowane w każda rodzinę, zazwyczaj podobne ale z pokolenia na pokolenie mogą już działać inaczej.
    Dziedziczenie biedy zarówno ekonomicznej jak i umysłowej i mamy pierwszą nierówność. Znam kilka rodzin, którzy mają bardzo porównywalne dochody z moją rodziną a jednak miesiąc w miesiąc nie mają pieniedzy i wieczy płacz że źle. Auto stare, na wakacje niet bo nie ma kasy itp.
    Tylko że trzeba umiec pierwsze zauważyć swoje myśli i pragnienia potem je nazwać i dopiero na końcu realizować. Brak edukacji a w zasadzie to edukacja a'la TV.

Użytkownicy Online

Kategorie

  • Forumowo

    Sprawy dotyczące forum, propozycje, skargi i zażalenia

  • OFFTOPIC

    Czyli wszystko co nie pasuje do innych kategorii