Duchowa kolonizacja - "Mięso miesza wam w głowach"


  • Czy pamiętacie moment, kiedy zostaliście wegetarianami albo weganami? Samą decyzję?
    Kto miał na nią wpływ? I przede wszystkim - co stało za motywacją?

    Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że przed laty sama zadecydowałam o swoim wegetarianizmie. Gdzieś usłyszałam, że można nie jeść mięsa i dlatego przestałam je jeść. Taką wersję przyjęłam dla swoich początków wege, ale przez ostatnie pół roku, kiedy wróciłam do mięsa, miałam dość czasu, żeby przemyśleć sprawę...

    Parę miesięcy temu byłam na weselu. Towarzystwo było z przewagą wege, ale mięso też było w cateringu.
    No i podchodzi do mnie facet. Wypłowiałe włoski zebrane w kucyk, szyjka chuda jak nadgarstek, tylko oczy błyszczą. Usłyszał od kogoś, że jem mięso i teraz dopada mnie, zasypuje pytaniami, a dlaczego, a jak to.
    Spokojnie odpowiedziałam, jak poprawiło mi się ze zdrowiem, życiem, głową.

    • O, nie, nie, nie - powiedział. - To tak nie działa.
    • O, tak, tak działa - odparłam i zaczęłam opowiadać, jak wyglądało wcześniej moje życie.
      Nie chciał tego słuchać, ale z braku argumentów pokręcił głową i pewny swego powiedział.
    • Coś ci powiem. Nie masz racji. A wiesz dlaczego?
    • Umieram z ciekawości- odpowiedziałam.
    • Spotkałem Dalajlamę i wiesz, co on powiedział o jedzeniu mięsa? Że od mięsa miesza nam się w głowie!
    • No to świetnie, chcesz to możesz w to wierzyć! - odparłam.
    • Wiesz, ja nikomu nie wierzę, ale Dalajlamie?!
    • Nie obchodzi mnie Dalajlama - odpowiedziałam.
    • Nie obchodzi cię Dalajlama?!!
    • Lubię go, ale nie obchodzi mnie co myśli na temat mięsa.
    • No słuchaj, ja to nikogo nie słucham... Ale z Dalajlamą robię wyjątek.
    • No to go rób! - odparłam już zniecierpliwiona.
      Chciałam wstać i iść, ale siedzieliśmy tak, że on musiałby pierwszy wstać, żeby mnie puścić.
      Teraz śmiać mi się chce, jak o tym pomyślę, ale wtedy się wkurwiłam. Zerwałam się z miejsca, podniosłam głos, pewnie przeklęłam.
      Jakaś znajoma się włączyła. Na koniec zaczęła go pocieszać i obejmować, kiedy zostawiłam go przy stoliku... No biedny chłop, faktycznie, do gardła ci będzie wciskać swoje mądrości, a wszystko w dobrej wierze…
      Widziałam tego faceta drugi raz w życiu. Myślę, że puściły mi nerwy, bo odreagowałam reakcję bliższej mi osoby na fakt, że jem mięso. Chodziło o przyjaciela.

    W tej historii chodzi mi jednak o co innego. O to, jaki wpływ na nas mają różni mistrzowie i pseudo mistrzowie ze Wschodu. Święte krowy, które się pasą pod naszym nosem od wielu wielu lat… I uśmiechają do nas promiennie…
    Jeszcze pół roku temu myślałam, że w wieku 15 lat przeszłam na wege, bo kochałam zwierzęta. Usłyszałam, że można ich nie jeść i fajnie. Ale od jakiegoś czasu zaczęłam analizować sprawę i przypomniałam sobie, że dokładnie w tym samym roku znalazłam się w siedzibie krysznowców. Żarcie mi smakowało, obchodzenie się z kobietami (jedzącymi na osobnym piętrze) mniej, więc była to moja pierwsza i ostatnia wizyta, ale... Nieraz jeszcze się natykałam na wygolonych panów z kucykiem, którzy częstowali mnie i znajomych breją na jakimś koncercie.
    Czy mogło to mieć na mnie wpływ? Nawet jeśli cała reszta ich działalności mnie nie interesowała? Myślę, że mogło... Pewności nie mam, ale teraz sobie myślę, że musieli skądś mieć ci wygoleni panowie kasę, żeby w każdym większym mieście w Polsce mieć tą swoją siedzibę, wcale nie jakąś klitkę, ale sporą willę. No skądś mieć musieli, skoro całymi dniami studiowali wedy i śpiewali bhajany...


  • U mnie przejscie na wege spowodowala paranoja na temat wagi, potem doszly te rzeczy o cierpieniu zwierzat. Mysle ze ci wszyscy "mistrzowie wschodu" moga sobie na to pozwolic nie pracujac, majac tryb zycia nie wymagajacy duzej ilosci energii. Tez mnie zawsze zastanawialo kto dofinansowuje te kulty. Jak wygladalo podejcie Krysznowcow do kobiet? Zaciekawilas mnie tym


  • Kobiety miały jeść na osobnym piętrze. Nie spodobało mi się to i pamiętam, że wyraziłam swoje zdanie
    przy wszystkich, wdając się w dyskusję. Szczegółów nie pamiętam. Ale liderowi się nie spodobało,
    że wszyscy byli pod wrażeniem, a tu jakaś gówniara nie dość, że zabiera głos, to jeszcze zgłasza zastrzeżenia. Nigdy już tam nie pojechałam, ale tak czy inaczej, popłynęłam w stronę wege. Bo żarcie mi tam smakowało, pewnie przez swoją egzotykę. I tak się zastanawiam, na ile to o mogło zrobić jakiś grunt pod ten mój wegetarianizm. Mimo że nigdy nie kręciły mnie Indie...

    @AM5435 piszesz o wadze. Zaburzenia odżywiania to osobny temat, jeśli chodzi o powiązania z restrykcyjnymi dietami. U mnie to też był jeden z czynników. Miałam obsesję, że powinnam schudnąć, mimo że byłam wysportowana, dobrze zbudowana - ale nie chuda, a tylko chudość kojarzyłam z atrakcyjnością (modelki kostuchy wiadomo)...


  • Nie rozumiem tego zafascynowania Indiami u niektorych ze ci ludzie tacy "oświeceni". Na hinduskich ślubach chyba jest podobnie, ale moge sie mylic, bo to kiedys mi sie zaslyszalo.
    @Anna no to mialam dokladnie tak samo. A wegetarianizm, weganizm odkad pamietam byl przedstawiany jako sposob zywienia przy ktorym nie da sie byc grubym.


  • @AM5435 jak przeszłam na wege, to dopiero się zaczęło. Twarz jak księżyc, pielęgniarka w szkole powiedziała, że mam uważać na wagę. Czego nigdy wcześniej mi nie mówiła, bo byłam szczupła.
    A w miarę upływu lat, już chyba na studiach, zaczęłam marnieć. Rozłożone w czasie to było, z początku się cieszyłam, mogę tyle jeść i nie tyję. Ale potem poczułam, że coś jest nie tak. Chciałam przytyć i nie mogłam...

    Też nie rozumiem fascynacji Indiami. Znajomi jeździli po kilka razy, a ja za każdym razem myślałam: cieszę się, że mnie tam nie ma...


  • A tak a propos buddyzmu, to nie daje on jednoznacznego zakazu jedzenia mięsa.
    Ale w klasztorach wyznawcy dostają wegetariańską paszę, a mistrzowie... chyba się domyślacie 🙂
    Mój były chłopak robił w klasztorze za kucharza i na własne oczy widziałam, co wskakiwało do marynaty. Nie była to marchewka!!!


  • Wszystko pod publiczke i wizerunek mam takie wrazenie czasem xD. Justin Alexander byl jednym z zagionionych w Indiach, taka dosc ciekawa sprawa, w tych terenach z tego co czytalam dosc duzo turystow znikalo. Nawet niby gdzies kult bogini Kali jest nadal, ale strona na ktorej to przeczytalam nie byla dosc wiarygodnym zrodlem. Tez na wege przytylam, moze nie jakos duzo, ale strasznie bylam opuchnieta, mimo cwiczen i jedzenia coraz mniej nie chcialo to zejsc.


  • @AM5435 Pierwsze, co pomyślałam, to że go zabito. Potem ile tam się jara haszu. I teraz wpadłam na relację kolesia na forum o tej historii,
    która by potwierdzała te dwie intuicje razem wzięte:
    https://www.tripoto.com/trip/why-are-people-disappearing-in-the-parvati-valley-the-dark-side-you-must-know-592fe7026d18c

    Sporo w swoim życiu poznałam takich ludzi "wiecznie w drodze". Sama przez długi czas żyłam trawą bardziej zieloną gdzie indziej.
    W chrześcijaństwie mówi się o demonie acedii - kiedy zawsze chcesz być gdzie indziej i tylko tam, gdzie cię nie ma, upatrujesz rozwiązania...


  • Zawsze bylo tak ze ktos mial pieniadze i ktos chcial je ukrasc :p.
    Te zabojstwa do kultu bogini Kali mi tez pasuja, gdzie thugowie zabierali cenne rzeczy i mordowali bez rozlewu krwi, ale ich podobno nie ma od xix wieku, chociaz czytalam komentarz ze w malych wioskach wciaz zyja.


  • @AM5435 Wciąż żyją, ale w układach z narco mafią?


  • @Anna nie pamiętam. A jednak. Kolega ciągnął się z krisznowfcami. Jego brat był u nich "kimś" od lat. Więc rozmowa była normalna, ze wspomnianym bratem. Ale koledze dieta itp nie służyły. No i kolega czytał denikena. Ja przeczytałem dwa zdania. Okazało się że to dla tych dwuch zdań, ludzie czytali grubą książkę.
    Ale kiedy drugi raz gotowałem soję w garnku ciśnieniowym, nie zapowiedziano wszedł ksiądz pro.boszcz zbierał kasę po kolędzie.
    I tak sobie rozmawialiśmy, aż zawór ciśnieniowy wywalił ogromnym strumieniem pary, oczywiście w jego kierunku. Miał misję, bo nie zwiał.
    Ucieszył się, z radością w sercu, kiedy zaproponowałem przejście do remontowane pokoju.
    Ciekawy koleś był. Chyba nawet nie miał własnej dziewczyny, dziwne, no ale. Krem niwea i papierowy ręcznik też ogarniał tematykę. Choć z czasem miał łazieneczkę w swoim pokoiku Mimo że z siłami wroga wtedy się aktywnie ciągnął. 🤔 😉
    "bo po nocy przychodzi dzień, a po burzy....."
    Więcej pierwszych początków nie pamiętam, bom był wegetarianin, więc pamięć nie ta 😉

Kategorie

  • Forumowo

    Sprawy dotyczące forum, propozycje, skargi i zażalenia

  • OFFTOPIC

    Czyli wszystko co nie pasuje do innych kategorii