• Patroni

    Jeżeli admin uzna że nie ten dział to proszę przenieść.

    Pójdźcie do swojej kuchni i popatrzcie do szafek i do lodówki. Jest wielce prawdopodobne, że jedzenie jakie tam zobaczycie wystarczy wam na góra trzy dni. Ciekawe spostrzeżenie. Nie przejmujcie się (?!) większość ludzi w zachodnim świecie tak ma.

    Tak więc tylko trzy dni dzieli was od głodowania.

    Czy ta wiadomość jest ważna i jak to interpretować? Postaram się wam to wytłumaczyć na podstawie kilku przykładów ale trzeba także zrozumieć, zobaczyć kilka innych rzeczy.

    Wielokrotnie na forum były dyskusje na temat oszczędzania pieniędzy, dlaczego to takie ważne, co nam to daje itp. Zauważyłem, że kiedy robimy zapasy żywności, odkryjemy, że wiele mechanizmów jest podobnych do tych kiedy oszczędzamy pieniądze.
    Oszczędzanie pieniędzy daje nam „poduszkę” na jakąś trudną sytuację. Nie mówię tu o oszczędzaniu typu wolność finansowa bo to jest inna sprawa. Mam na myśli comiesięczne odkładanie pieniędzy, inwestowanie etc. kiedy to zgromadzone pieniądze pozwolą nam na pewien komfort – przede wszystkim psychiczny – że jak stracimy pracę albo trzeba będzie jakąś kwotę pieniędzy na już to to jest właśnie nasze poduszka (finansowa).
    W każdej kryzysowej sytuacji w naszym życiu jest tak, że naszym największym sprzymierzeńcem ale jednocześnie naszym największym wrogiem jest nasza psychika. Zaoszczędzona gotówka daje nam komfort psychiczny, powodujący, że nie panikujemy, nie załamujemy rąk, nie idziemy się upić bla bla bla, wiecie o co chodzi.
    Sprowadza się to do tego aby mieć jak największą kontrolę nad swoim życiem a oszczędności w każdej ilości, taką kontrolę, mniejsza lub większą nam dają.

    Zanim ktoś zaprotestuje i powie, że to jakaś ściema i w ogóle jestem paranoikiem, proponuje zastanowić się nad kilkoma rzeczami.

    1
    Żeby człowieczek mógł sobie pójść do supermarketu i kupić swoje ulubione bułeczki, kiełbaski, awokado i inne pierdy musi zrozumieć, że aby te towary pojawiły się na półce jego ulubionego marketu, musi zaistnieć, wydarzyć się bardzo wiele rzeczy. W języku handlowym nazywa się to „łańcuch dostaw”. Sklepy dostają tylko małą cześć towaru, nie gromadzą dużej ilości produktów ale za to mają dostawy codziennie (albo co dwa dni), a taki model dystrybucji nazywają „just in time”. Nie ważne po co to stworzono, ale ważne, że zapasy w takim markecie szybko się wyczerpią jeżeli ludzie spanikują a kiedy zaczną wykupywać produkty, to w parę godzin zobaczymy puste półki. W małej skali było to już widoczne przy plandemi COV19, a także np. w takiej Wenezueli.
    Taki producent pieczywa, mięsa czy czegokolwiek innego także ma swój łańcuch dostaw, i też jest zależny od innych dostawców a tamci od następnych.

    Już widać, jak kruchy jest to mechanizm i żeby kupić produkty w sklepie wymaga to kooperacji wielu firm i ludzi. Jeden ma kłopoty, coś się u niego dzieje a zaburza to całą resztę (w wielki skrócie). Kiedy kilku ma kłopoty, kłopoty ma coraz więcej firm a w efekcie klient w sklepie nie kupi tego co chce. Łańcuch dostaw jest tu ściśle powiązany z najsłabszym ogniwem.
    Mam nadzieję, że wszyscy rozumiecie o co chodzi.

    2
    Teraz coś poważniejszego. Otusz nasza cywilizacja jest baaaaaaardzo energo chłonna. Wystarczy awaria w elektrowni, wodociągach i mamy poważne problemy.
    Na początku trzeba zdać sobie sprawę, że nasza techniczna cywilizacja, dająca nam te wszystkie cuda techniki, żywność z drugiego końca świata, leki i rozrywkę jest jednocześnie bardzo krucha.
    Tak dobrze czytacie, nasza techniczna cywilizacja jest bardzo krucha bo zależna jest od jakiegoś rodzaju paliwa, najczęściej od prądu i ropy. Jeżeli tego zabraknie to wszystkie „technikalia” i elektronika stoi.
    Iphone za 1000$ staje się tylko małym, śmiesznym, nic nie wartym prostokątem.

    Od kilkudziesięciu lat wszyscy przyzwyczaili się do tego, że w gniazdku zawsze jest prąd, w kranie woda a na stacji paliw zawsze jest paliwo. Każdy to bierze jako oczywistość. Błąd. Aby to wszystko było, wielu musi o to zadbać. Ale wystarczy tylko jedna awaria a cały nasz magiczny świat może się posypać.

    Zaraz zaraz, przecież żyjemy w świcie gdzie o te rzeczy dbają rządy i nie pozwolą nam zrobić krzywdy. Robią zapasy, mają magazyny, mają specjalistów, doradców i cholera tam wie kogo jeszcze itd.
    Naprawdę?
    Szczerze, to jak patrzę na „ichniejsze” buźki to mam inne wrażenie. Ale mniejsza z tym.

    Prąd. Oto nasz pan i władca. Od niego jesteśmy zależni a bez niego popadamy w depresję. Wystarczy kilkugodzinna przerwa w dostawie a już zastanawiamy się co robić? Przecież nagle mieliśmy do zrobienia tak wiele ważnych rzeczy, prawda? Ale nagle gniazdko jest martwe. Halo, co jest? Przecież, ja muszę to muszę tamto, nie mogę się zatrzymać, muszę iść dalej, biec, gonić…...
    To śmieszne co napisałem wyżej ale tak jest, bez prądu jesteśmy jak bez reki. A wyobraźcie sobie gospodarkę kraju bez prądu.
    O co mi chodzi z tym prądem? Ano o to, że stosunkowo łatwo nasza wspaniałą cywilizację pozbawić prądu lub wody. W dzisiejszym świecie zostało bardzo mało rzeczy typowo mechanicznych. Większość jest sterowana elektroniką. To rodzi dwa zagrożenia.
    Pierwsze to brak prądu a dwa to atak hakerów.

    Trochę w tym siedzę, regularnie odwiedzam strony różnych organizacji, które publikują zdarzenia, ataki hakerskie a także czytam doniesienia firm zajmujących się bezpieczeństwem w sieci np. takie jak CERT lub CISCO. Publikują one dane z różnych incydentów takich jak próby ataków na np. elektrownie. Bardzo ciekawi mnie to czego nie publikują.
    Tego jest całkiem sporo i to regularnie. Na przykład ataki na elektrownie w USA, Iranie, Turcji.
    Normalny człowiek nie zdaje sobie sprawy jakich ataków na tzw. infrastrukturę wrażliwą dokonują regularnie różne grupy hakerów. Do tego dochodzą ataki (udane) na sieci szpitalne.
    Każdy z was pomyśli, że aby zatrzymać pracę takiej elektrowni trzeba się włamywać do jakiegoś centralnego komputera. To nie jest prawda. Wystarczy atak (często udany) na takie, dajmy na to klimatyzatory, które są podłączone do sieci.
    Pomysłowości hakerom nie można odmówić. Coraz częściej mówi się także o hakowaniu tzw. Smart Meter czyli inteligentnych liczników. Takie coś pozwoli odłączyć ludzi od prądu i mamy problem.

    Ale co to wszystko ma wspólnego z robieniem zapasów żywności?
    Ano to, że taki mały zapas żywności podobnie jak w przypadku zapasu gotówki da nam poduszkę. W przypadku jakiejś kryzysowej sytuacji nie walniemy ciałem na dechy tylko da nam to jakiś czas na ogarniecie się. Będziemy mieli trochę komfortu psychicznego, że sami czy z całą rodziną (jeżeli taką mamy) nie jesteśmy przez jakiś czas zdani na łaskę i nie łaskę innych. Możemy się zastanowić co robić dalej.

    Co może nam jeszcze dać robienie zapasów?
    Przy oszczędzaniu pieniędzy po sobie zauważyłem, to na co wydaję pieniądze, czy rzeczywiście te rzeczy które kupowałem są mi niezbędne do życia? Jak dużo mogę odłożyć i w jaki sposób te pieniądze wykorzystać.
    Podobnie jest przy robieniu zapasów żywnościowych. Nagle możemy zdać sobie sprawę, że nie potrzebujemy tylu produktów które kupowaliśmy do tej pory a nawet zauważymy, jak dużo marnujemy żywności.

    Osobiście mam nadzieję, że żadne dziwne rzeczy się nie wydarzą. Moje zapasy będę wymieniał na świeże a starsze zużywał i tyle. Podobnie jak przy oszczędzaniu pieniędzy większość tego nie robi, bo nie widzi potrzeby, bo nikt ich tego nie nauczył. Tak samo jest przy robieniu zapasów żywnościowych. Większość uzna to za paranoję. Po co oszczędzać pieniądze? Przecież „nikt” tego nie robi, nie stać mnie, nie mam czasu się tym zajmować, a potem jest płacz. Tak samo z jedzeniem. Ja to widzę w podobny sposób.
    Zapraszam do wypowiadania się jak Wy to widzicie.

    A na koniec bardzo mądra sentencja:
    Bądźmy dobrej myśli ale gotowi na najgorsze.


  • @robertrobson dzieki za ten post.

    Sama u siebie zauwazylam, ze zapasy zywnosci zaczely sie kurczyc. Nie ma kolejek do sklepow, wiec moge kupowac rzeczy na biezaco, prawda? (wiem, bardzo naiwne myslenie) Plusem ostatniego lockdownu jest to, ze zdecydowanie ograniczylam liczbe produktow, ktorych uzywam i juz automatycznie kupuje tylko to, czego potrzebuje. Pare lat temu smialam sie z moich rodzicow, ktorzy maja piwnice zapchana przetworami domowymi. Ten rok pokazal, ze ma to ma sens. Teraz jestem u swoich rodzicow i ucze sie od mamy jej sprawdzonych przepisow na przetwory, w tym wekowania miesa.

    Nie wiem, czy to po prostu naiwnosc, ze w naszym "cywilizowanym" swiecie nie ma miejsca na wojne / konflikty zbrojne, czy po prostu wygodne zycie. Jestem z rocznika '89 i najwiekszy strach wzbudzaly we mnie ataki terrorystyczne. Nigdy nie poczulam na skorze glodu, skrajnej biedy, wiec przez dlugi czas zylam w takiej bance, ze to nigdy mnie nie dotknie.

    Pare tygodni temu zrobilam sobie post pieciodniowy plus do tego tzw. digital detoks. Przerazajace jest jak czlowiek moze byc uzalezniony od pierdol.

  • Patroni

    @bulma
    Dziękuję Ci za odpowiedz. Dobrze napisałaś, że można (jak sie chce) zauważyć jakie produkty się kupuje, i jak dużo pieniedzy schodzi na typowe bzdury. Nie mówie, aby nie robić sobie jakiś małych przyjemności - znam takich co przeginają w drugą stronę.
    Wiem, że ciężko to sobie wyobrażić ale nasza cywilizacja naprawdę jest bardzo krucha aby utrzymać ją w takim stanie jakim widzimy i żyjemy obecnie. Pamiętajmy, że człowiek bardzo szybko przyzwyczaja sie do dobrego, tak działa psychika. Ludzie uznają, że prąd i woda były od zawsze, ale tak być nie musi.
    Robienie swoich przetworów ma duży sens. Cieszę się że Ty go dostrzegłaś. Zazwyczaj ludziom się po prostu nie chce. Kiedy my robimy swoje to zawsze dostajemy takie pytania: o jej chce się wam tak babrać? Ale jak juz zrobimy to często pytają, dacie pare słoikow, co?
    Ręce opadają.

    Ja miałem trochę pochrzanione życie i dlatego, że wiem co to głód to się go nie boję. Nie mam strachu robić sobie jedniodniową głodówkę. Ale wiem, że wielu odczuwa lęk przed tym, że będzie głodna. To wszystko siedzi w głowie. Ciało się podporzadkuje (do odpowiedniego momentu oczywiście).

  • Patroni

    Świetny wpis! Dokładnie tak dlatego ja mówiłam - 2 miesiące MINIMUM zapasów. Konserwy z ryb, mięso suszone, jak kto może to kury i inne rzeczy hodowane. Być gotowym na total disaster. Może się nie wydarzy a może tak.

    Jak kto toleruje to strączki i ryż też można. GAZ, kuchnia gazowa albo gaźnik mały z zapasem. To są kluczowe rzeczy.

  • Patroni

    @Palma
    Dziękuję za odpowiedz. W zasadzie to nie napisałem nic oczywistego (jak dla mnie). O tym w jaki sposób robić zapasy i co zbierać także nie napisałem. Myślę, że każdy się wypowie z własnej perspektywy. Ty już trochę napisałaś co zbierać.
    To jest dokładnie ta sama zasada co napisałaś: " Może się nie wydarzy a może tak"
    Jak się nie wydarzy to przecież i tak nie będziemy w żaden sposób stratni. Ale jak się wydaży to mamy jakieś zabezpieczenie.
    Łooo pani, dwa miesiące? Ja mam świadomość, że tak trzeba ale nic nie pisałem, żeby ludzi nie wystraszyć.

    Może ja wspomnę jeszcze o najprostrzych rzeczach. Kilka paczek świeczek i zapałek czy zapalniczek. Płomień, mały ognik to często bardziej potrzebne psychice aby się nie rozsypać. Zresztą w wielu miejscach na swiecie władze polecają aby w samochodach wozić właśnie świeczki i zapałki. Zdarzało się, że podczas zwykłego załamania się pogody kiedy ludzie zostawali przez parę, parenaście godzin w samochodzie to właśnie ten płomień ze świecy uratował im życie. Jak zwykle, psychika.


  • Wszystko pięknie ładnie, mamy 3-6 miesięczne zapasy jedzenia i wody, ale niestety większość naszych sąsiadów takich zapasów nie ma, a gdy głód zajrzy im w oczy zaczną bezlitośnie rabować tych bardziej przezornych.
    Dlatego prócz ww zapasów trzeba w każdym domu mieć coś do samoobrony, tam gdzie można będzie to bron strzelecka, a tam gdzie nie można każdy inny rodzaj broni. W tym drugim przypadku oprócz maczet i bejsboli ja szczególnie polecam widły, które świetnie się sprawdzają w walce na malej przestrzeni.
    Do tego porządna proca z zapasem metalowych kulek i może uda się przeżyć jakiś czas.


  • No to jest dobre, faktycznie pamiętam jak się zaczynała koronasraczka, na kanarach jeszcze nie było szału z walką o papier toaletowy.
    Poszedłem wtedy na zakupy, kupiłem w pip męcha, puszek etc.
    Teraz zrobię tak znów, 10kg mięsa zmieszczę w zamrażalce 🙂 Jak nie więcej.


  • @KarolNJ no ale jak masz głodną okolicę a sam jesteś najedzony nie chwalisz się tym. Jak mieszkasz w bloku to luz, bo kto ciebie zauważy, dom no to co innego gorzej trochę. Ale no sam wtedy idziesz na rozróby i gadasz jaki to głodny jesteś a wracasz do domu i opierdzielasz golonkę 😄

    Plus no lepiej się bronić, walczyć najedzonym niż na głodnego 😉


  • @Palma pamiętajmy że strączkowych jest dużo, ktoś może np. tak jak ja soi nie znosić ale azuki czy soczewica już mu podejdzie

  • Patroni

    @baku
    To samo miałem napisać. Jak jest taka sytuacja to nie chwalisz się, że masz jakieś jedzenie. W razie jak by wozili wodę w beczkowozach to nie gadasz, że: nie dzięki ja mam, tylko bierzesz itd.


  • Dodatkowo jeśli się już ktoś wcześniej pochwalił, że zrobił spore zapasy (ja wiem, że nie można) wspominać, że już prawie wyczerpane itp.
    Ja poruszałam wcześniej z okazji covid wśród rodziny/znajomych temat zapasów i większość sama wcześniej o tym pomyślała, średnio zrobili na dwa tygodnie bardzo skromnego życia. Zdecydowana mniejszość śmiała się z sugestii i sytuacji twierdząc ,że "ludzie to debile, że robią zapasy"...nawet w okresie gdy rzeczywiście wielu produktów, w tym żadnego mięsa w sklepach nie było nadal tak podchodzili, dla mnie to ewenement. Znajomym mówię, że mam zapasy na tydzień i wspominam, że inni robią nawet na pół roku i w zależności od reakcji podpowiadam co kupić na dłużej, a przy ostrym oporze("ludzie to debile, że robią zapasy") kompletnie dla mnie na logikę niezrozumiałym informuję, że moje zapasy w sumie starczą jednak chyba na 2-3 dni... Taka osoba pierwsza, bez skrupułów do mnie zapuka pytając czy mam coś do jedzenia bagatelizując kompletnie swoją narrację insynuującą , że jestem debilem skoro w ogóle jakieś zapasy mam...
    A.d W przypadku braku prądu ładowarki solarne są jakimś rozwiązaniem.


  • Dziś kupiłem 7kg mięsa 😉 poporcjowane, mrozi się.
    Plus i tak to co miałem wcześniej, z 10kg będzie 🙂

    No ale pewnie i tak nakupuję jeszcze zapasy wody, puszek jak przed ostatnim lockdownem.
    Tutaj na wyspach nic się nie działo w sklepach podczas gdy na kontynencie w Hiszpanii już mieli pierdolca. Więc jak mieliśmy już wypchane szafki i lodówkę, to dopiero tutaj ludzie kupowali na wariata.


  • bardzo dobry wpis. myślę w mniej więcej taki sam sposób. trzeba mieć taki 'bufor' żarcia na zdefiniowany przez nas okres czasu i poukładać go sobie w kolejności dat ważności. wyjadać najstarsze i dokupować nowe na to miejsce.
    "zawsze lepiej się miło zaskoczyć niż niemiło rozczarować" 😉


  • @vibo napisał w Trzy dni do głodu:

    bardzo dobry wpis. myślę w mniej więcej taki sam sposób. trzeba mieć taki 'bufor' żarcia na zdefiniowany przez nas okres czasu i poukładać go sobie w kolejności dat ważności. wyjadać najstarsze i dokupować nowe na to miejsce.
    "zawsze lepiej się miło zaskoczyć niż niemiło rozczarować" 😉

    No ta, najlepszy patent z tym układaniem.
    Dodatkowo jeszcze robię to tak, że typ mięcha osobna siatka z doklejoną karteczką co to jest, bo potem ciężko odróżnić 😉

  • Patroni

    @baku
    Taki sposób oznaczania to myśmy robili kiedyś. Kupowaliśmy po pół świni od znajomego. Innej możliwości nie było, bo czasami nie dało razy rozpoznać zamrożonego miecha. Tylko karteczki.

  • Patroni

    @robertrobson Same mądre rzeczy 😁 Od siebie moge dodac ze teraz jest najlepszy czas na robienie zapasow. Mnostwo ogłoszen lokalnych na olx np. Nawet jak ktos nie jest regularnym sprzedawcą czy rolnikiem to teraz można trafic na super oferty ekologicznych, nie pryskanych warzyw i owocow bo ktos sprzedaje nadwyżkę.
    Sezon ogórkowo pomidorowy w pełni;D Kiedys trzeba było pytac w sąsiedztwie i u znajomych a teraz wystarczy pare kliknięć w internecie a nastepnego dnia kurier puka do drzwi. Polecam korzystac bo za chwile moze byc trudniej

  • Patroni

    @Cynamon
    Oooo Cynamon znowu jest z nami. Dzięki za dobre słowo i rady.


  • 20201031_144920
    No i tutaj pytanie bo nie jestem na 100% pewien. Czy jesli jest to mieso ktore 2 razy bylo duszone lub wrecz gotowane w smalcu to czy po wlaniu ze smalcem do sloikow BEZ ZAKRECENIA bedzie sie psulo? Powietrza w srodku nie ma a wszystko jest otoczone smalcem a na dnie w niektorych przypadkach galatetka. Smalec na gorze stanowi warstwe ochronna. Jak wiadomo jest to obok oleju kokosowego najbardziej stabilny tluszcz. Co wy na to?

  • Patroni

    @adrian1111 to zależy od temperatury przechowywania.
    Jeżeli jest ciepło to będzie jelczal. Ja taki otwarty smalec trzymałam w kamionkowym garnku, przykryty ścierką ale w chłodnej piwnicy i nic mu nie było.
    Jak mam jakieś domowe skwarki czy coś tam to trzymam w lodówce przykryte papierem albo ściereczką.
    Ale na twoim miejscu to bym zakręciła i pasteryzowa. Najwyżej zostawić jeden dla eksperymentu po jakim czasie się zepsuje. Ktoś z moich znajomych trzymał taki słoik że smalcem normalnie na blacie i im się nie psuło ale szybko schodziło. No ale to był 1 sloik


  • @Cynamon Chowam do lodowki. Przedobrzylem z iloscia 😕 Faktycznie w domu jest cieplej niz w lodowce no i juz widze ze galareta sie na dnie w kilku sloikach stopila i w okolicy sloikow czuc delikatny zapach psucia sie 😕 Zaczne zatem konsumowac to co juz zaczelo sie psuc. Nic mi nie bedzie 😄
    W sumie robiac to zasugerowalem sie kawalkiem miesa gulaszowego ktore ze smalcem wlalem do sloika w lecie i trzymalem w pokoju i...po ponad miesiacu bylo zdatne do jedzenia z tym ze bylo zakrecone i zassane i nie mialo tej jebanej galarety ktora od poczatku wydawala mi sie podejrzana i niepokojaca.

Użytkownicy Online

Kategorie

  • Forumowo

    Sprawy dotyczące forum, propozycje, skargi i zażalenia

  • OFFTOPIC

    Czyli wszystko co nie pasuje do innych kategorii